![]() Główna Moja SHL Szczegóły Inne SHL-ki Literatura Linki Księga gości Kontakt |
| Oto moja SHL M04 | ||
|
Obecnie motocykl prezentowany na zdjeciach nie należy już do mnie.
Błotnik w rzeczywistości kryje nieco WFM, ponieważ dolna połowa to właśnie tylny błotnik od „Fumki” połączony spoiną z oryginalnym SHL-kowym. Tłumik Lampy Przełącznik Wygaszacz Znaczki SHL |
Wszystko zaczęło się jeszcze w liceum. Moją
SHL kupiłem 18 listopada 2002 roku w Świdnicy. Kupując,
nie siedziałem mocno w temacie. Krótko mówiąc,
byłem „zielony”. Motocykl był
już wcześniej wyremontowany, a do stanu zadowalającego brakowało mu
niestety
wiele. Był to podręcznikowy przykład skundlonej
„czwórki”. Zawieszenie
przednie, koła i silnik pochodziły od WFM, pewne elementy nadwozia były
naprawiane iście kowalskimi metodami. Rewelacji nie było. Liczył się
tylko
najważniejszy fakt: Była już moja:-) Na osłodę dostałem oryginalne, skorodowane koła oraz mocno zdekompletowany trapez. Przynajmniej było od czego zacząć całą zabawę, jak później się okazało, bardzo przyjemną i dość czasochłonną. Absolutnie nie zdziwił mnie fakt, że nie posiadała ona dokumentów. Ważne, że był motor, którego można było odrestaurować. Nie czekałem długo, po krótkiej przejażdżce na nowym nabytku, w ruch poszły klucze i cała SHL wylądowała w kartonach, słoikach i innych przydatnych w tym celu pojemnikach. Podczas demontażu zobaczyłem, że więcej jest w motocyklu WFM niż SHL, toteż sporządzenie listy braków i nieoryginalności była koniecznością. Większość realnych braków czy przeszczepów z WFM udało się zlikwidować wcześniej niż sądziłem. Udało się to na motobazarach we Wrocławiu, czy też dzięki internetowym zakupom. Nie zawsze moja SHL wyglądała jak teraz, przez pierwszy rok miała ona zamiast trapezu widelec teleskopowy, było to wymuszone brakami w oryginalnym zawieszeniu. Mimo, że nie jeździłem nią zbyt wiele, to przeżyłem trochę. Poza przyjemnością płynącą z jazdy nie zabrakło bardziej dramatycznych momentów. Do jednego z takich należy „dzwon” w psa, który to wyskoczył mi pod koła w pewnej okolicznej wsi. Finał był taki, że SHL trafiła ponownie do remontu, a ja na krótką chwile na stół operacyjny. W niedługim czasie okazyjnie nabyłem wszelkie braki trapezu i wiedziałem jak będzie wyglądać moja nowo zrobiona SHL M04. Moja SHL 125 to nie tylko ładnie zrobiony motocykl, ale to pojazd któremu poświeciłem bardzo dużo czasu i serca. Wszelkie możliwe do wykonania prace były wykonane przeze mnie. Każda część w chromie była polerowana ręcznie, niekiedy z krwawym skutkiem. Z perspektywy czasu, pomimo odniesionych, czasem mniej lub bardziej poważnych, kontuzji twierdzę, że było naprawdę warto. Dzięki mojemu poświeceniu mogłem podziwiać piękny motor kiedy tylko chciałem, motor którego sam wyremontowałem, dzięki któremu mam ogromną satysfakcję z tego co wykonałem. |